Z czym kojarzy się Wam Rio de Janeiro? Tak
właśnie myślałem... karnawał w Rio jest największą i najbardziej
znaną tego typu imprezą na świecie. Czy stolica samby, poza karnawałową
gorączką jest tylko kolejną wielką metropolią? Co porabia 9 mln.
cariocas (mieszkańcy Rio) poza przygotowywaniem barwnych strojów i trenowaniem
układów tanecznych? Postanowiliśmy się o tym przekonać osobiście...
|
O Rio mówi się "a cidade maravilhosa" (wspaniałe miasto),
bo choć dzielnice willowe sąsiadują tu z obszarami przerażającej
nędzy, choć należy ono do najgęściej zaludnionych miejsc na świecie,
to promieniuje z niego radość i zmysłowość, a mieszkańców nie
opuszcza pogoda ducha.
Zatrzymaliśmy się w schronisku młodzieżowym dwie przecznice od
wybrzeża. Nie mając ani chwili do stracenia (były to nasze ostatnie
2 dni w Brazylii), od razu udaliśmy się na Copacabanę - najsłynniejszą chyba plażę na świecie (
fot. 1,2,7). Ten 4,5-kilometrowy odcinek wybrzeża rzeczywiście robi niesamowite wrażenie. Tętni życiem niemal przez całą dobę. Plaża usiana jest boiskami do siatkówki i oczyiście piłki nożnej. Nie brak tu również różnego rodzaju barków i kawiarni usytułowanych wzdłuż deptaków, na których tłoczno od roznegliżowanych joggingowców. Nacałe to barwne widowisko spoglądają tysiące okien eksluzywnych hoteli, które oddzialają plażę od jednej z najgęściej zaludnionych dzielnic na świecie.
Zaraz za Copacabaną rozciąga się jeszcze bardziej eksluzywna a
zarazem bezpieczniejsza i czystsza Ipanema, na której
wypoczywają najbardziej zamożni plażowicze (
fot. 4,5,6).
|
|
|
Wcześniej wspomniałem, że wybrzeże w Rio tętnią życiem
przez całą dobę. Nie jest to stwierdzenie przesadzone. Wraz z
nadejściem zmroku i spadkiem temperatury, plaże rozświetlają się
mnóstwem gigantycznych reflektorów, dzięki czemu gry zespołowe
typu siatkówka znajdują jeszcze więcej chętnych niż w gorące popołudnie.
Ale póki co, słońce było jeszcze wysoko a nasz wysłużony busik
wdrapywał się powoli po stromej, krętej dróżce prowadzącej na
Corcovado (Garbus). Po dotarciu na 710-metrowy szczyt
okazało się, że chmury, które całkiem niegroźnie wyglądały z dołu,
tutaj całkowicie uniemożliwiają podziwianie imponującej panoramy
Rio. Co więcej, zachmurzenie było tak gęste, że nie było nawet
widać 47-metrowego posągu Cristo Redendor (Chrystus Zbawiciel),
trzymającego pieczę nad miastem, z ramionami otwartymi w zapraszającym
geście (
fot. 9-13,19,24). Na szczęście było dosyć wietrznie i słynna statuła raz
co raz pojawiała się pośród mgły, co również potęgowało niepowtarzalną
atmosferę tego miejsca.
|
Pół godziny później nasz bus zjeżdżał w dół zbocza i kierował
się w stronę drugiego bardzo charakterystycznego wzgórza górującego
nad miastem - Pao de Acucar (Cukrowy Chleb) (
fot. 14,15). Na szczęście, samochód
nie musiał wspinać się na 396-metrową górę. Na szczyt wjechaliśmy
kolejką linową (
fot. 16,17,18). Uff... zdążyliśmy
w ostatniej chwili. Na co? Na barwny spektakl, jaki tworzy w
tym zakątku zachodzące słońce. Pomimo nie całkiem sprzyjającej
aury widok na Rio i zatokę Baia de Guanabara był iszałamiający
i pewnie na długo pozostanie nam w pamięci... równie długo jak
przerażające Miasto Boga, które mieliśmy zobaczyć następnego
dnia...
|
|