Brazylia - kraj niewyobrażalnych rozmiarów słynący
z setek wspaniałych plaż, które są obiektem narodowej pasji i jednocześnie
rozrywki jej mieszkańców, fascynuje niespotykaną muzykalnością i poczuciem
rytmu u każdego Brazylijczyka. Ojczyzna jedynego w swoim rodzaju karnawału.
Zachwyca pięknem i wirtuozerskim poziomem piłki nożnej, a przede wszystkim
spontanicznością ludzi, przyjacielskością i radosnym pragnieniem życia.
Czy było warto spędzić prawie dobę w samolotach i na lotniskach aby
się tam dostać? Zdecydowanie tak! Ale osądźcie sami... |
Pierwszym miejscem jakie mieliśmy okazję zwiedzić była stolica stanu Pernambuco - Recife. To 2-milionowe miasto, nazywane brazylijską Wenecją, leży na północno-wschodnim wybrzeżu. Mnóstwo tu mostów pobudowanych na licznych rzekach, a odnowione centrum z wieloma kolonialnymi budowlami robi duże wrażenie.
Na wzgórzu wznoszącym się nad Recife położone jest niewielkie ale niezwykle urokliwe miasteczko - Olinda.
Znajduje się tu ok. 400 kościołów i kapliczek. Wędrując po wąskich, stromych uliczkach dotarliśmy do miejsca skąd rozpościera się niezapomniany widok na Recife i wybrzeże Atlantyku (
fot. 1).
Studenci, rzeźbiarze, malarze i muzycy to nieodłączny element wielu bardzo klimatycznych placyków i zakamarków. Nie udało nam się odmówić sobie nabycia kilku drobnych arcydzieł miejscowych artystów (
fot. 7-12).
|
|
|
|
Tutejsi mieszkańcy często powtarzają, że słynny brazylijski karnawał jest najlepszy właśnie w tym niewielkim zabytkowym miasteczku, a nie jak głosi opinia w Rio de Janeiro. Fakt ten potwierdza także przewodnik Lonely Planet.
Pozostaje nam na razie uwierzyć tym słowom i może kiedyś wrócić w okresie karnawałowym, aby się przekonać na własne oczy i uszy. A zabawa musi być świetna bo kilka razy mieliśmy okazję zobaczyć jak potrafią bawić się Brazylijczycy
i ile znaczy dla nich muzyka i taniec. Miłość do rytmów Samby ustępuje tylko uczuciu, jakim darzą piłkę nożną.
|
|
|
Będąc na praktykach medycznych w jednym ze szpitali w Recife, moja
siostra Ewa miała okazję odwiedzić favele, czyli typowe brazylijskie
slumsy znane choćby z głośnego filmu "Miasto Boga" (
fot. 13-17). To raczej mało bezpieczna
okolica, szczególnie dla obcokrajowców. Dlatego też było z nią aż
2 przewodników i wszyscy byli ubrani w fartuchy, gdyż lekarzy nie
traktuje się tam jak wrogów. Jeszcze nie wiedzieliśmy wtedy, że będziemy
mieli sposobność bliższego poznania warunków życia ludzi zamieszkujących
najsłynniejsze i jedne z najniebezpieczniejszych slumsów na świecie
- favele w Rio.
|
Pomimo tego, że plaże w Recife są bardzo piękne, kąpiel może być niebezpieczna
ze względu na krążące w pobliżu stada rekinów. Dlatego, aby popływać
w oceanie pojechaliśmy do oddalonej o 80km Praia de Conceicao.
Wypożyczonym buggy (
fot. 19) zwiedziliśmy wydmy niedostępne dla zwykłych pojazdów i zyskaliśmy kilka siniaków ponieważ nasz kierowca nawet największe piaskowe wzniesienia traktował jak drogę asfaltową...
Po wariackiej przejażdżce postanowiliśmy poleniuchować trochę na plaży. Nasz brazylijska koleżanka - Ana Karina - strasznie nas przepraszała, że woda nie jest zbyt ciepła (ok. 25 st.), gdyż w Ameryce Południowej była wtedy zima,
co jednak nas nie do końca przekonało i postanowiliśmy się ochłodzić po mocnym brazylijskim zimowym słoneczku. Żeby unas Bałtyk był taki zimny w lecie...
Na okolicznych plażach panują znakomite warunki do uprawiania wszelakich odmian surfingu (
fot. 23) - nazwa stanu Pernambuco pochodzi nawet od indiańskiego słowa oznaczającego "falę rozbijającą się o brzeg".
|
|
|
Słońce chyliło się ku zachodowi, więc powoli musieliśmy wracać do Recife. Czekało nas jeszcze wieczorne pakowanie plecaków. O 4.00 rano następnego dnia mieliśmy samolot do Amazonii - pierwszego "poważnego" punktu wyprawy...
|
|