W końcu przyszła pora na podróż w głąb Pantanalu.
230 tys. km2 podmokłych terenów na styku trzech państw: Brazylii,
Paragwaju i Boliwii - jedyny tego rodzaju ekosystem na świecie. Nie
ma tutaj właściwie ani jednego miasta i mieszka tu niewielu ludzi,
żyjących w symbiozie z naturą. Prawdziwymi gospodarzami są tutaj zwierzęta... |
Przez Pantanal prowadzi tylko jedna szutrowa droga - Transpantaneira,
na której pobudowano ponad 300 drewnianych mostów (
fot. 1,2,3) pozwalających bez trudu
pokonać mokradła. Naszym kierowcą był Indianin Paulino, z którym
szybko się zaprzyjaźniliśmy, pomimo że prawie nie mówił po angielsku.
W drodze do naszej fazendy (typowego rancho, które oferuje zakwaterowanie
w Pantanalu) opowiedział nam historię swojego życia i mimo,
że nie rozumieliśmy za wiele w indiańskim dialekcie portugalskiego
zabawa była przednia. Poza umiejętnością prowadzenia hipisowskiego
volkswagena (
fot. 5) Paulino znakomicie potrafił
wypatrywać nawet najbardziej ukryte zwierzęta i często zatrzymywaliśmy
się na sesje fotograficzne.
|
Podczas kilkugodzinnej podróży zdążyliśmy już porządnie zgłodnieć.
Ucieszyło więc nas, gdy zostaliśmy powitani na rancho smakowicie
wyglądającym posiłkiem. Wcześniej jednak zanieśliśmy plecaki
do naszej "sypialni". Od razu uwagę naszą przykuła dość kolorowa
żaba, która usadowiła się na rurze prysznicowej i w ogóle nie
reagowała na naszą obecność. Gdy poinformowaliśmy naszego nowego
gospodarza o tym fakcie... zdziwił się, że znaleźliśmy tylko jedną.
"Zwykle jest ich dużo więcej" - powiedział i poszedł
sprawdzić. Uderzył kilka razy ręką w dosyć prowizoryczną ścianę
domku i nagle ze wszystkich kątów powychodzili kolejni lokatorzy
"na gapę". Naliczyliśmy pięć czy sześć żab. Widząc nasze zdziwione
miny, Brazylijczyk uśmiechając się "pocieszył" nas słowami: "Teraz to one
są spokojne, zobaczycie jak w nocy zaczną rechotać". Nie
mogąc nakłonić ani jednej żaby do opuszczenia łazienki (żadna
nie znała angielskiego, co nas specjalnie nie zdziwiło, był
to już nasz 4 tydzień w Brazylii) pogodziliśmy się z tym, że
niekoniecznie wypoczniemy tej nocy i poszliśmy utopić smutki
w pysznym posiłku. Tradycyjnie, nie zawiedliśmy się. Brazylijska
kuchnia jest wyśmienita i bardzo zróżnicowana. Po sytej obiadokolacji
- obowiązkowe bujanie się w hamaku, prysznic w towarzystwie
żab i do łóżek. Na szczęście przewidywania gospodarza nie sprawdziły
się i nasi współlokatorzy zachowali ciszę nocno. Mogliśmy się
wyspać przed kolejnym dniem pełnym wrażeń.
|
|
O ile w Amazonii mogliśmy poznać ogrom flory wiecznie zielonej
puszczy tropikalnej, o tyle teraz przyszła kolej na obserwację
niesłychanie bogatej fauny (
fot. 7-24). Nie ma do tego celu lepszego miejsca
niż Pantanal. Jest to największy ptasi rezerwat na świecie,
siedlisko ponad 600 gatunków ptaków, z pięknym Jaburu na czele,
który jest symbolem tej krainy (
fot. 7). Żyje tu 80 gatunków ssaków,
w tym małpy kapucynki, jaguary, pumy, wilki grzywiaste, tapiry,
jelenie, mrówkojady, pancerniki i wyjce. Najbardziej rozpowszechniona
jest kapibara, największy gryzoń na świecie (długość
ciała dochodzi do 1 metra) (
fot. 23), która od razu skojarzyła nam się z muminkami.
Te zabawne zwierzęta często spotykaliśmy na wycieczkach pieszych
i wyprawach łodzią. Napotkane blisko rzeki, kapibary okazywały
się znakomitymi nurkami. Przestraszone rykiem silnika przepływały
pod wodą nawet kilkadziesiąt metrów.
Oczywiście mieszkańcami Pantanalu, którzy wzbudzili nasze największe
zainteresowanie były aligatory (
fot. 25-36). Mimo intensywnego kłusownictwa,
utrzymują tu liczną populację szacowaną na 10-35 mln. osobników.
Jednym z pięciu gatunków zamieszkujących Brazylię są kajmany czarne, które osiągają długość do 6 metrów.
Przemierzając nizinę Pantaneirę często widywaliśmy
całe skupiska tych groźnych zwierząt, wygrzewające się nad brzegiem
bagien. Tuż obok zdarzało nam się widzieć tubylców stojących
w wodzie i łowiących piranie (
fot. 27). To się nazywa życie w
zgodzie z naturą! My również kilkukrotnie łowiliśmy te pospolite
w tym rejonie ryby, jednak robiliśmy to siedząc w łódce. Podobnie
jak w Amazonii, łowienie piranii nie nastręczało żadnego kłopotu.
Wystarczyło zarzucić kawałek mięsa na haczyku przyczepionym
żyłką do bambusa, potrząsnąć tak przygotowaną wędką robiąc szum
w wodzie i odczekać dosłownie kilka minut a czasami nawet sekund!
Łatwym posiłkiem zainteresowane były również aligatory, które
od czasu do czasu podpływały do łodzi prezentując swoje dorodne
szczęki. Naszym ulubionym zajęciem było wabienie kajmanów na
złowione wcześniej ryby. Momentami było dosyć groźnie, ponieważ
aligatory potrafiły wyskakiwać z rzeki na wysokość 2 metrów
w pogoni za łatwą zdobyczą (
fot. 31,32). A gdy już im się przejadły piranie
zaczynały rozglądać się za większą ofiarą... (
fot. 36)
|
|
|
|
Po dwóch dniach poznawania życia na farmie udaliśmy się w głąb
Pantanalu na kolejną fazendę. Dzięki naszemu indiańskiemu koledze
( fot.
40) nie mogliśmy narzekać na brak wrażeń od świtu aż do zachodu słońca, a nierzadko i po zmroku wybieraliśmy
się na nocne safari. Na rancho mieliśmy okazję pojeździć konno,
pograć w piłkę (Polska-Brazylia 5:7 niestety...) i na gitarze
a także... popływać w basenie (
fot. 37-54).
|
Czas nam upływał na takich oto relaksujących
zajęciach a my powoli szykowaliśmy się w dalszą podróż do jednych
z najwspanialszych wodospadów świata... |
|
|