Iguasu w języku Indian Tupi znaczy "wielka
woda". Kiedy Królowa Anglii zobaczyła ogrom wodospadów na granicy
Brazylii i Argentyny powiedziała tylko: "Biedna Niagara...". Nic
dodać nic ująć... |
Wodospady zaczęły formować się ok. 200 mln. lat temu podczas
rozdzielenia kontynentów Ameryki Południowej i Afryki. My przybyliśmy
do Foz do Iguasu znacznie później i zatrzymaliśmy się
w schronisku młodzieżowym. Na zwiedzanie okolicy mieliśmy przeznaczone
2 dni i o mały włos nie zdążylibyśmy na bus do wodospadów ponieważ
nasz autokar miał w nocy niewielką kolizję i był przez to dość
znacznie opóźniony. Na domiar złego, policjant przybyły na miejsce
zdarzenia, zamiast zająć się swoimi obowiązkami wolał flirtować
z młodymi pasażerkami autobusu... ech, ci Brazylijczycy...
Ale wracając do wodospadu... To niezwykłe dzieło natury można
oglądać zarówno z bliska od strony argentyńskiej, jak i z daleka
od strony brazylijskiej. Jednodniowy pobyt w Argentynie nie
wymaga wizy więc bez problemu busik przewiózł nas przez granicę
i mogliśmy znaleźć się w samym sercu żywiołu.
|
Kilkugodzinny spacer pod i nad wodnymi kurtynami robił na nas
niesamowite wrażenie. Wystarczy powiedzieć, że w porze deszczowej,
ta wielka naturalna elektrownia przelewa 6,5 tys. m3 w ciągu
sekundy !!! Ogrom spadającej wody powodował, że kilka razy musieliśmy
osuszać ubrania i sprzęt fotograficzny. Ale największy prysznic
był dopiero przed nami... Nieświadomi niczego złego, zdecydowaliśmy
się na rejs łodzią motorową, która podpływała z kilku stron
właściwie pod wodospad (
fot. 17,18). O tym co nas czeka dowiedzieliśmy się
już na pomoście, kiedy to wszyscy zaczęli ubierać płaszcze przeciwdeszczowe
i pakować cały swój dobytek podróżny w plastikowe torby. Nasze
obawy potwierdziły się. Po pół godzinnym rejsie nie było na
nas suchej nitki. Ale było warto. Poza tym, zimowe słoneczko
w Ameryce Południowej ma niewiele wspólnego z tym w Polsce i
ubrania szybko nam wyschły.
|
|
|
Z przewodnika Lonely Planet dowiedzieliśmy się, że na sam koniec
warto sobie zostawić Gargantua do Diablo (Gardziel Diabła),
która robi największe wrażenie. Po dotychczasowym zwiedzaniu
zakątków Iguasu trudno nam było uwierzyć, że coś nas jeszcze
może zadziwić ale postanowiliśmy posłuchać przewodnika. Specjalnie
wybudowanymi pomostami wijącymi się ponad wodospadami wyruszyliśmy
w kierunku Gardzieli. Obserwując po jednej stronie pomostu spokojny
nurt rzeki Iguasu, trudno jest uwierzyć, że to właśnie ona tworzy
po stronie przeciwnej to niesłychane widowisko: 275 wodospadów
spadających z 80 metrów.
|
|
Część drogi przebyliśmy kolejką wąskotorową, z której mogliśmy
obserwować niesamowity las motyli, w którym te kolorowe owady
tworzą niemal chmurę w powietrzu. W końcu dotarliśmy na koniec
szlaku i naszym oczom ukazała się przepaść, do której z trzech
stron świata wpadają ogromne wodospady (
fot. 21). Ten iście kosmiczny
widok spowodował, że szczęki nam opadły na metalową kratkę pomostu...
|
W drodze powrotnej do schroniska odwiedziliśmy jeszcze punkt
styku trzech państw: Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Granicę
stanowi jedynie rzeka, która dzieli ląd jakby na trzy półwyspy,
na których stoją wysokie słupy z flagą danego państwa.
Następnego dnia zwiedzaliśmy brazylijską stronę parku, znacznie
mniejszą od argentyńskiej. Z daleka łatwiej jest ogarnąć wzrokiem
(i obiektywem) cały wodospad, choć nie robi on już takiego wrażenia
jak z bliska. Podczas wędrówki mogliśmy obserwować z góry kolejnych
śmiałków podpływających pod wodospad i biorących zimny prysznic.
Z wieży obserwacyjnej przy wodospadzie Floriano ponownie
znaleźliśmy się tuż pod ścianą spienionej wody. Huk towarzyszący
spadającej wodzie niemal uniemożliwia rozmowę. Język migowy,
który opanowaliśmy na wcześniejszych etapach podróży, znowu
okazał się użyteczny. Podczas wędrówki nad wodospadem Santa
Maria naszym oczom ukazała się wspaniała panorama poznanej
dzień wcześniej Gardzieli Diabła.
Indiańska legenda Iguacu:
Indianie Guarani, którzy zamieszkują okolice rzeki Iguacu
wierzą, że światem rządzi bóg Tupa wraz ze swoim synem M'boi,
o ciele ogromnego węża. Igobi, znachor plemienia Guarani, miał
przepiękną córkę o imieniu Naipi. Jej uroda była tak oszałamiająca,
że gdy dziewczyna przeglądała się w wodach Iguacu, rzeka wstrzymywała
swój nurt stając się nieskazitelnym lustrem. Ale jej uroda stała
się równocześnie jej klątwą: Indianie mieli poświęcić piękną
kobietę bogowi M'boi. Jednakże, w dniu składania ofiary, zakochany
w dziewczynie dzielny wojownik Taroba porwał Naipi i uciekł
czółnem w dół rzeki. Kiedy M'boi dowiedział się o spisku bardzo
się rozgniewał. Boski wąż przybył na Ziemię i wijąc się pomiędzy
skałami wyżłobił gigantyczny kanion tworząc jednocześnie wielki
wodospad, który na zawsze pochłonął czółno kochanków. Aby dodatkowo
zemścić się na nich, Naipi została zamieniona w jedną ze skał
a Taroba w palmę rosnącą ponad nią. Nieopodal, znajduje się
jaskinia, w której mieszka straszny potwór trzymający mściwą
pieczę nad tragicznymi kochankami aż po dziś dzień.
|
|