Przez większą część podróży do Acajatuba
Jungle Lodge rzeka była tak szeroka, że nie mieliśmy okazji przyjrzeć
się bliżej dźungli i jej mieszkańcom. Dopiero pod koniec rejsu wpłynęliśmy
w igarapes - wąskie boczne kanały Rio Negro wcinające się
w puszczę - i naszym oczom ukazała się przystań, która wyrosła nagle
zza zakrętu ( fot.
48,49,57). Równie niespodziewanie lunął na nas rzęsisty, ciepły
deszcz. Najwidoczniej puszcza postanowiłą przywitać nas w ten sposób,
lecz na szczęście złowieszczo wyglądająca chmura zniknęła za horyzontem
równie szybko jak się pojawiła i nim zdążyliśmy dobić do brzegu świeciło
już ostre tropikalne słońce. Już na samym początku zostaliśmy ugoszczeni
sokiem z bliżej nieokreślonego owocu i... caipirinhą - tradycyjnym
drinkiem brazylijskim, w skład którego wchodzi: cachaca (rum
z trzciny cukrowej o smaku zbliżonym do tequili), lemonki, cukier i rozgniecione
kawałki lodu, mniam...
|
Lodge składał się z kilku chat wybudowanych
tradycyjnie na palach w gąszczu puszczy i połączonych ze sobą drewnianymi
pomostami ( fot.
53,56).
Od razu udaliśmy się obejrzeć nasze lokum. Domek był całkiem przytulny i miał 3 najważniejsze elementy "dobrego noclegu w tropiku": hamak, moskitiery w oknach i rurę z zimną wodą (odpowiednik europejskiego prysznica).
Oczywiście do pełni szczęścia brakowało jeszcze klimatyzacji, no ale w końcu byliśmy w dżungli...
W wiosce nie zabrakło też restauracji, wokół której porozwieszane
były hamaki, na których znakomicie odpoczywało się po sytych
i pysznych brazylijskich posiłkach przy akompaniamencie niezliczonych
gatunków owadów i ptaków Amazonii. To się nazywa relaks! (
fot. 50,51,52,59)
W odpoczynku przeszkadzały jedynie ary, których było pełno w wiosce.
Ich skrzekotu nie dało się słuchać zbyt długo a i zachowanie tych papug było momentami bardzo denerwujące. Gdy raz pozwoliło się im wejść na rękę, papugi pozostawały wiernymi towarzyszami do końca dnia... lub do momentu gdy się weszło na łódkę.
Wtedy papuga zwykle odlatywała na poszukiwanie następnej ofiary ( fot.
60-65).
Na szczęście do łódki wsiadaliśmy bardzo często :-) Indianie nadzwyczaj
sprawnie poruszali się po wąskich zakolach podobnie wyglądających
dopływów Rio Negro. Za każdym razem, na końcu wyprawy, gdy już byliśmy
pewni, że się zgubiliśmy, niespodziewanie pojawiała się nasza przystań.
|
Po zmroku cała wioska rozbłyskała lampionami zrobionymi z naturalnej oliwy pozyskiwanej z jednej z roślin, co w połączeniu z dźwiękami dochodzącymi z puszczy tworzyło niepowtarzalną atmosferę ( fot.
66,67,70).
Noc to najlepsza pora na słuchanie "muzyki amazońskiej". Cała dżungla zaczyna wtedy pracować. Wszyscy jej mieszkańcy, począwszy od mrówek, poprzez pająki i węże aż po największe ssaki wychodzą na żer,
korzystając z faktu, że temperatura spada do poziomu bardziej zachęcającego do jakiegokolwiek działania.
Istnieje ogólne wyobrażenie, że Amazonia to bardzo stara puszcza.
Nic bardziej mylnego. Ten wiecznie zielony las tropikalny funkcjonuje
według kilkunastoletniego cyklu. W ciągu całego roku na 1m2
podłoża spada ok. 2 ton liści, gałęzi i owoców! Każdej nocy
ten naturalny dywan staje się ucztą dla wegetariańskiej części
dżungli. Niezjedzona ściółka gnije tworząc naturalny nawóz dla
roślin. Powstaje w ten sposób najżyźniejsza wartwa podłoża,
która ma co najwyżej 2m głębokości przez co korzenie drzew nie sięgają głęboko w ziemię rozrastając
się prawie po jej powierzchni. To z kolei jest przyczyną częstego
przewracania się konarów podczas wiatru i burzy.
Upadające drzewo odsłania kawałek światła słonecznego, o dostęp do którego walczyło w ciągu całego swojego istnienia.
Na miejsce takiego drzewa wyrasta pięć innych i zaczyna się ponowna walka o to,
które szybciej dotrze do szczeliny w sklepieniu aby zagarnąć życiodajne światło dla siebie.
Rywalizację tę wygrywa zwykle tylko jedno z nich. Zwycięskie drzewo porastane jest od razu
przez wiele roślin pasożytniczych, jak choćby piękne orchidee, które opuszczają długie korzenie aż do żyznego gruntu
(lub w porze deszczowej do powierzchni wody, która zalewa dżunglę) przez co tworzą wszechobecny gąszcz lian ( fot.
69). Liany takie są znakomitymy magazynierami wody pitnej.
|
Podczas jednej z przepraw łódką przez zatopioną dżunglę udało nam się "upolować" leniwca, który jest jednym z najzabawniejszych mieszkańców Amazonii.
Jeden z Indian wypatrzył go śpiącego na czybku drzewa, wspiął się na nie i złapał śpiocha. Zwierzę próbowało ratować się skokiem do wody ale Indianin był szybszy
(a przynajmniej mniej zaspany :-). Wyłowił leniwca z wody i podał go nam na łódkę wraz z jego 4-miesięcznym maleństwem.
Komiczny wygląd zwierzęcia o niespotykanie długich łapach i wyjątkowo głupkowatym wyrazie wiecznie zaspanej mordki potęgowało mokre i rozczochrane futerko. Widok był przezabawny ( fot.
72-76).
|
Zaliczyliśmy również łowienie piranii, które jest obowiązkowym
punktem nawet najkrótszej wycieczki do Amazonii. Wystarczy zaopatrzyć
się w kij bambusowy, kawałek żyłki, jakieś mięso i już po chwili można
przyrządzać pyszną zupę z piranii (
fot. 78-80).
Wracając z wędkowania, już po zmroku, mieliśmy spotkanie z innym mieszkańcem
Ameryki Południowej - znacznie mniej zabawnym od leniwca - kajmanem
( fot.
82,83). Najłatwiej poluje się na nie właśnie w nocy oślepiając
je mocnym światłem. Przy czym trzeba pamiętać, że po schwytaniu krokodyla
należy go trzymać za paszczę, do otwierania której używa jedynie 4
mięśni. Z mocnym uściskiem więc sobie raczej nie poradzi. Gdyby jednak
mu się udało otworzyć szczękę to do ponownego zamknięcia kajman wykorzystuje
już ok. 400 mięśni...
Dorzecze Amazonki wyjątkowo szczodrze odpłaca za wczesne wstawanie. Wschody słońca są tu niesamowitcie barwne ( fot. 84-87).
Woda Rio Negro jest bardzo spokojna i niemal czarna, aż momentami trudno jest odróżnić odbicie w rzece od świata realnego ( fot. 88,89).
Gdy słońce zakończyło barwny spektakl i zrobiło się dokuczliwie gorąco postanowiliśmy podpłynąć do najbliższej wioski ochłodzić się w cieniu drzew i.... przy okazji nabyć kilka drobiazgów rękodzieła indańskiego :-)
W wiosce tej zapoznaliśmy się bliżej z kolejnym dość zabawnym stworzeniem, tym razem latającym - tukanem ( fot. 90-95).
|
Następnego dnia mieliśmy poznać Indian, którzy nauczyli się
żyć dzięki truciznie...
|
|