Z czym kojarzy się nam, Europejczykom Brazylia? Z gorącym
karnawałem, uwielbieniem piłki nożnej i wiecznie zielonym
lasem tropikalnym w dorzeczu Amazonki. Dzięki tej puszczy
(oraz Pantanalowi, który odwiedziliśmy nieco później) Brazylia
zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby występujących
tu gatunków roślin (55 tys.), ryb słodkowodnych (3 tys.) i
ssaków (ponad 520). Postanowiliśmy więc, że na początku udamy
się właśnie do Amazonii. |
Na północy Brazylii transport lądowy praktycznie nie istnieje,
jedyne drogi to rzeki. Dlatego też do Belem - stolicy stanu
Para - polecieliśmy samolotem. Był to nasz pierwszy lot krajowymi
liniami VASP, więc zaskoczyło nas prawie 3-godzinne opóźnienie
i obsługa lotniska nie mówiąca ani słowa po angielsku. Po kilku
kolejnych lotach już nas to nie dziwiło. Na każdym kroku spotykaliśmy
się z bardzo specyficznym podejściem do punktualności - czas
nie jest najważniejszy w Ameryce Południowej, mało kto nosi
tu zegarek. Już z okien samolotu mogliśmy podziwiać niesamowicie
rozległe dorzecze Amazonki, które obejmuje 80 tys. km żeglowych
odcinków rzecznych (
fot. 1). |
Następnego dnia
wstaliśmy jeszcze przed wschodem słońca i popłynęliśmy na Ilha
Papagaio [Wyspa Papug]. Wraz z pierwszymi promieniami słońca
kilka tysięcy tych wyjątkowo kolorowych ptaków wylatuje z wyspy
w poszukiwaniu pokarmu. Całemu spektaklowi trwającemu ok. 40
minut towarzyszą niesamowite efekty dźwiękowe. Nie przypuszczaliśmy
jeszcze wtedy, że podczas późniejszego pobytu w dżungli będziemy
mieli dość tych krzykliwych ptaków.
Pobudka o 3.30 w nocy opłaciła
się choćby dla samego wschodu słońca, które w połączeniu z
rzeką tworzy niesamowitcie barwne przedstawienia (
fot. 10,11,12,13).
O niedalekim sąsiedztwie Wyspy Papug świadczyły nawet
budki telefoniczne w Belem (
fot. 9).
Wczesna pora dała nam okazję zobaczyć jak zaczynają swój dzień
mieszkańcy Amazonii (
fot. 15,16). Poznaliśmy również
ich bardzo przyjazne usposobienie, kiedy to nasza dość duża
łódź nie wyrobiła na jednym z wąskich, gęsto zarośniętych zakoli
rzeki i z łomotem "zaparkowała" przed typowym domkiem indiańskim
niszcząc doszczętnie pomost mozolnie zbudowany z wszelkich dostępnych
materiałów. Indianie jedynie uśmiechnęli się pokazując kciuk
na znak, że nic się nie stało i popłynęliśmy dalej (podniesiony
do góry kciuk jest bardzo popularnym symbolem, Brazylijczycy
używają go zamiast takich słów jak "ok", "cześć", "dziękuję"
i wielu, wielu innych). Nasz przewodnik skomentował całą
sytuację słowami "To się tu często zdarza. Oni mają dużo czasu,
odbudują sobie"... |
|
|
Egzotyczną atmosferę potęgowała mgła, która pokryła ciepłe
wody Amazonki podczas dość chłodnego początku dnia (
fot. 21,23). Typowe dla tego regionu
domki na palach z charakterystycznymi pomostami powoli budziły
się do życia ( fot.
17,20,22,24). Konstrukcje tego typu mają ochronić domostwa
przed zatopieniem podczas pory deszczowej kiedy to poziom rzek
może podnieść się nawet o kilkanaście metrów. Od czasu do czasu
mijaliśmy różnego rodzaju łodzie - jedyny możliwy tu środek
transportu ( fot.
18,19,25). |
|
Tego dnia odbyliśmy
też pierwszą pieszą wycieczkę po dżungli, która zakończyła
się niespodziewaną wizytą w domku miejscowych Indian.
Tradycyjnie już tubylcy okazali się bardzo przyjaźni
i radośni, choć nie dało się ukryć, że byliśmy dla nich
jeszcze bardziej egzotyczni niż oni dla nas. No cóż,
oni nie mają telewizji, w której mogliby zobaczyć jak
wyglądają inne części świata...
|
|
|
Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do Belem,
zjedliśmy pyszną brazylijską kolację i poszliśmy spać. Następnym
punktem naszej wyprawy było Manaus, oddalone od Belem o 5
dni drogi typowym statkiem amazońskim. Później często spotykaliśmy
w różnych rejonach rzeki tego typu łodzie, w których na dwóch
pokładach kołysali się w swoich hamakach podróżni (
fot. 40,41). Jednak
my, ze względu na ograniczoną ilość czasu, do Manaus polecieliśmy
samolotem. Chociaż lot był jak zwykle opóźniony, zyskaliśmy
i tak wystarczająco dużo czasu na dłuższą wizytę w lesie tropikalnym.
Manaus bowiem miało być tylko naszą bazą wypadową do dżungli.
Następnego ranka płynęliśmy
już statkiem do Acajatuba Jungle Lodge, w którym mieliśmy
spędzić kolejne pięć dni.
|
|
Wcześniej jednak zboczyliśmy
o 10km z kursu, aby zobaczyć Encontro das Aquas
[Spotkanie Wód], gdzie ciemne wody Rio Negro [Czarna
Rzeka] spotykają się z jasnymi wodami Rio Solimoes (
fot. 43,44). (Rio
Solimoes to lokalna nazwa odcinka Amazonki od Manaus
do granicy Brazylii w okolicach Tabatingi) Płyną
tak obok siebie przez kilkanaście kilometrów, nie mieszając
się ze względu na odmienne pH, inną temperaturę i różną
prędkość przepływu. |
|
|
Jeszcze przed dłuższy czas płynęliśmy szerokim
odcinkiem rzeki wzdłuż Manaus, obserwując charakterystyczne
zabudowania na brzegu i stacje benzynowe na wodzie (
fot. 45,56,47). Wraz z nami
płynął również chłopięcy narodowy chór francuski (
fot. 42), "dzięki czemu" mieliśmy
zapewnioną część artystyczną podczas całego niemal 6-godzinnego
rejsu w głąb Amazonii... |
|
|
|